zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Rafał Skrzypczyk

Na jednym poziomie

Rafał Skrzypczyk jest wiceprezesem działającej od 1988 r. Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, która prowadzi kompleksowy program aktywizacji społecznej i zawodowej osób niepełnosprawnych ruchowo. Jako fizjoterapeuta i instruktor od ponad 20 lat pracuje z ludźmi, którzy w wyniku wypadku doznali uszkodzenia rdzenia kręgowego. Jest pomysłodawcą wielu inicjatyw skierowanych do osób poruszających się na wózkach, uczestnikiem konferencji naukowych, wykładowcą m.in. na podyplomowych studiach z zakresu doradztwa i planowania karier osób niepełnosprawnych.

Anna Błaszkiewicz: Niepełnosprawna dziewczyna stawia samochód przed supermarketem na specjalnie oznakowanym miejscu. Kiedy wraca z zakupami, już z daleka widzi, że ktoś parkuje obok jej auta w taki sposób, że nie będzie mogła otworzyć drzwiczek i wsiąść. Na swoim wózku szybko podjeżdża do kierowcy. Co usłyszy, jeszcze nim zdąży otworzyć usta?

Rafał Skrzypczyk: Że nie dostanie żadnych pieniędzy?

A dokładniej: "Proszę odejść, nie mam czasu na akcje charytatywne". Temu kierowcy przez myśl nie przeszło, że może chodzić o coś innego!

Ciągle postrzegamy osoby poruszające się na wózkach jako odbiorców pomocy, ludzi cierpiących, niezdolnych do pełnego udziału w życiu społeczeństwa. W naszym języku nadal funkcjonuje podział na "zdrowych" i "niepełnosprawnych". Nie myślimy o niepełnosprawnych jak o partnerach, bo widzimy ich w telewizji, jak proszą o wpłacanie 1 procenta na konto wspierającej ich organizacji. Przecież ludzie parkują na miejscach dla niepełnosprawnych nie dlatego, że są złośliwi. Po prostu uważają, że w kinie czy supermarkecie osoby na wózkach nie bywają i te "koperty" to jakieś absurdalne marnowanie miejsca. A jak w telewizji zobaczą na przykład niepełnosprawnego alpinistę, to mówią: "Na wózku, a taki wspaniały!" albo: "Poszedł w góry! Jaki dzielny!". I są pewni, że ten wyjątek potwierdza regułę.

Ale za kimś na wózku nikt się już chyba nie ogląda na ulicy?

Osoby niepełnosprawne bywają bardzo skoncentrowane na tym, jak są postrzegane przez otoczenie. Czasem widać, że obserwują reakcje innych ludzi, np. w autobusie. A ci "inni" czują się skrępowani i udają, że w ogóle ich nie dostrzegają. Warto sobie zdawać sprawę z tego "przeczulenia". Bo ono działa na różne sposoby i prowadzi do absurdalnych sytuacji.

Na przykład pełnosprawnemu koledze z pracy powiemy od razu, że ma koszulę poplamioną kawą...

A niepełnosprawnemu raczej nie i będziemy tę "wstydliwą" plamę omijać wzrokiem. Uznamy, że pewnie zawsze tak się brudzi. Pamiętam, jak na jednym z pierwszych szkoleń, w których brałem udział, szwedzki instruktor powiedział, że jako osoba niepełnosprawna, musi być bardziej schludny niż pełnosprawni koledzy. Jeśli pojawi się w pomiętej koszuli, potargany i zarośnięty, nikt nie przejdzie nad tym do porządku dziennego. Nie pomyślimy o nim z sympatią, że jest trochę "wczorajszy" i nie machniemy ręką, mówiąc, że pewnie miał gorszy dzień. Osoba na wózku jest na cenzurowanym. Jak wywróci filiżankę, wszyscy zwrócą na to uwagę.

Skąd mamy wiedzieć, jak się zachowywać?

Na to potrzeba czasu. Dzieci, które się bawią i uczą z niepełnosprawnymi rówieśnikami, będą umiały naturalnie reagować w obecności takich osób. Łatwiej im będzie znaleźć złoty środek między męczącą obie strony nadgorliwością a brakiem zainteresowania potrzebami drugiego człowieka. Ponieważ znikają podstawowe bariery, np. architektoniczne, coraz częściej mamy wszyscy takie same problemy. Potrzebujemy akceptacji i zrozumienia. Warto usiąść razem przy stole, żeby porozmawiać "na jednym poziomie" – także dosłownie, bo osoby poruszające się na wózkach nie lubią, jak się na nie patrzy z góry.

Jak myślimy o barierach, które utrudniają im życie, to na myśl przychodzą nam przede wszystkim te architektoniczne. Są najważniejsze?

W ogóle niepełnosprawność można rozumieć jako skutek istnienia wielu typów barier: społecznych, ekonomicznych, architektonicznych, transportowych czy ograniczonego dostępu do informacji. Usuwając je, wyrównujemy szanse różnych grup ludzi. Dla każdego człowieka co innego jest tą największą barierą. Pracuję na co dzień z osobami po urazie rdzenia kręgowego. Wiele z nich nie potrafi pogodzić się ze swoimi ograniczeniami i niesamodzielnością w pewnych obszarach. Mają przez to poczucie niższej wartości. Zastanawiają się, czy zostaną zaakceptowane i często próbują całkiem zerwać z poprzednim życiem, bo uważają, że rodzina i przyjaciele się nad nimi litują. Ale jak ktoś mówi, że nie widzi sensu w chodzeniu z kumplami na piwo, bo nie mają już ze sobą nic wspólnego, to często się okazuje, że największym problemem jest jednak brak toalety dla niepełnosprawnych w miejscu spotkań. Te emocjonalne problemy ściśle wiążą się więc z istnieniem fizycznych barier. Jak ktoś mówi, że nie chce być dla innych ciężarem, można rozumieć to także dosłownie, bo przecież ktoś będzie go musiał wnieść po schodach!

Instruktorzy Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, którzy jako pierwsi kontaktują się z ludźmi po wypadkach, jeszcze w szpitalach, to często osoby na wózkach?

Tak, bo na początku stąpa się po cienkim lodzie. Oni nie usłyszą: "Co ty możesz wiedzieć, ty tego nie zrozumiesz". A jak powiedzą mimochodem: "Dziś się spóźnię, bo żona jest chora i muszę po pracy odebrać dziecko z przedszkola", pokazują, że mimo przeróżnych ograniczeń dobrze funkcjonują. I to najlepsza motywacja do ogromnej pracy, jaka czeka osobę niepełnosprawną ruchowo.

Otaczanie jej parasolem ochronnym się nie sprawdza?

Idea aktywnej rehabilitacji przyszła do nas ze Szwecji. Tam wiązała się z protestem przeciw nadopiekuńczości systemu, który nie mobilizował do usamodzielniania się. Skoro można mieć asystenta, który we wszystkim pomaga, czemu tracić energię na kilkutygodniowy trening zakładania skarpetek? Jeśli można zostać ubranym w 15 minut, dlaczego samemu się z tym męczyć 2 godziny? Społeczeństwo zapewniało niepełnosprawnym wygodne życie, ale mieli być tylko jego obserwatorami. W Polsce było na odwrót – brakowało mechanizmów wsparcia. Gdy u nas naklejano znaczki inwalidzkie na samochody, u nich już je zrywano. Bo zrozumieli, że to nie prowadzi do niczego dobrego, jest jak wytykanie palcami.

Za bardzo koncentrujemy się na ograniczeniach osób niepełnosprawnych ruchowo?

A powinniśmy zwracać uwagę przede wszystkim na potencjał każdego człowieka i traktować go podmiotowo, dbać o jego godność. Może to brzmi górnolotnie, ale jak mówimy o równym traktowaniu, to nie może oznaczać zobojętnienia na potrzeby drugiej osoby. Przecież jak się spieszymy do autobusu, to każdy z nas ma nadzieję, że kierowca poczeka jeszcze kilka sekund i nie zatrzaśnie właśnie nam drzwi przed nosem, żeby odjechać dokładnie zgodnie z rozkładem.

reportaż | do góry | porada