zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Dr n. med. Tomasz Srebnicki

Wytikani

Dr n. med. Tomasz Srebnicki jest psychologiem i certyfikowanym psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym. Pracuje w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, jest również wykładowcą i terapeutą w Centrum CBT.

Anna Błaszkiewicz: Ktoś gwiżdże, pluje, kopie w nasze krzesło, chce nas polizać, przeklina. Myślimy o nim: złośliwy, źle wychowany albo ma zaburzenia psychiczne. Trudno uwierzyć, że to tylko tiki niezależne od jego woli.

Tomasz Srebnicki: Łatwiej nam to zaakceptować w przypadku prostych tików wokalnych, takich jak pochrząkiwanie, albo ruchowych, typu wytrzeszcz oczu. Ale tiki złożone często mogą sprawiać wrażenie celowych zachowań, nierzadko rozumianych jako złośliwość. Warto wiedzieć, że ktoś, kto wypowiada serię brzydkich słów, krzyczy, poszturchuje innych ludzi czy rzuca przedmiotami, może mieć zespół Gilles'a de la Tourette'a. To zaburzenie neurobiologiczne, które jeszcze nie do końca zostało zbadane. Specjaliści nie rozumieją na przykład, dlaczego jedna osoba wzrusza ramionami, druga ciągle coś wącha, a trzecia podskakuje.

Nad tikami nie można zapanować?

Nie do końca jest tak, że są one całkowicie niezależne od woli pacjentów, choć oni często tak je postrzegają. Duże znaczenie ma obraz kliniczny tego zaburzenia – przy dużej liczbie złożonych tików ruchowych i wokalnych, kontrolowanie ich jest szalenie trudne. Ale niektórzy potrafią je powstrzymywać na przykład w czasie wizyty u lekarza. Zdarza się też, że tiki zaczynają pełnić dodatkową funkcję w czyimś życiu. Poklepywanie, kopanie, szturchanie może służyć na przykład kontrolowaniu otoczenia. Miałem też pacjenta z zespołem Tourette'a, który jak się na kogoś zdenerwował, przeklinał bez umiaru i potem zawsze mówił, że to tiki.

Kiedy ujawnia się zespół Tourette'a?

Często już przed dziesiątym rokiem życia. Dzieci mają najpierw pojedyncze tiki, najczęściej w obrębie twarzy. Z upływem czasu choroba postępuje i zmienia się jej obraz kliniczny. To znaczy, że ktoś, kto ziewa, chrząka czy pojękuje, za jakiś czas może mieć zupełnie inne lub dołączające się dodatkowe objawy. U sporej grupy pacjentów w okresie dorosłości tiki zmniejszają swoje nasilenie lub zanikają. I też nie wiemy do końca, dlaczego tak jest. Przypuszcza się, że jest to powiązane z dojrzewaniem mózgu.

Można jakoś pomóc osobie z syndromem Tourette'a?

Skuteczne bywa odpowiednio dobrane leczenie farmakologiczne. Bardzo dobre rezultaty przynosi też terapia behawioralna, choć w Polsce ciągle rzadko się ją stosuje. Jak popatrzymy na tik z tej perspektywy, to zobaczymy, że prowadzi on do rozładowania szybko narastającego napięcia. Pacjent może się nauczyć rozpoznawać, kiedy będzie miał tik, a później pracować nad opóźnianiem tej reakcji. Zaczyna na przykład od tego, że nim tiknie, ma policzyć do 10. Rekordowy wynik, jaki udało się osiągnąć mojemu pacjentowi, to przesunięcie tiku o 50 minut. Ponieważ był wykładowcą akademickim, robił po prostu regularne przerwy w zajęciach, szedł do łazienki i tikał. Następny krok to zdobycie umiejętności zastępowania kłopotliwego zachowania takim, które nikomu nie będzie przeszkadzać. Na przykład jeśli ktoś liże inne osoby, uczymy go, żeby dotknął językiem podniebienia i napiął biceps. To zastąpi tik i jednocześnie rozładuje napięcie. Zamiast w coś kopnąć, można na przykład napiąć mięśnie uda i rozmasować je ręką. Wspólnie przyglądamy się też sytuacjom, w których tiki najczęściej występują, i pracujemy nad innymi sposobami redukowania napięcia. Jeżeli pacjent jest zmotywowany do pracy, i tiki nie pełnią w jego życiu dodatkowych funkcji, średnio po pięciu spotkaniach z terapeutą widać efekty.

Czy w ten sposób można próbować pozbyć się każdego tiku?

Pracujemy tylko nad tymi, które przeszkadzają samemu pacjentowi i zaburzają jego funkcjonowanie społeczne. Kiedy rodzice albo żona mówią, że nie podoba im się, jak on pochrząkuje, to ich problem i przed nimi stoi zadanie do wykonania, czyli zaakceptowanie tiku.

Najczęściej pracujemy nad tym, co jest powszechnie interpretowane jako niegrzeczne zachowanie: nad mówieniem brzydkich wyrazów, pogwizdywaniem, poklepywaniem, dotykaniem, kopaniem. Ale miałem pacjenta, który był krupierem i miał tik polegający na wyrzucaniu przed siebie przedmiotów trzymanych w rękach. Ponieważ dotyczyło to też żetonów, bardzo utrudniało mu pracę. Są też tiki autoagresywne, np. jeden z moich pacjentów wkładał sobie palce do oczu w taki sposób, że aż sobie pouszkadzał gałki, ktoś inny gryzł się do krwi.

W ekstremalnych sytuacjach jedynym rozwiązaniem bywa przeprowadzenie operacji neurochirurgicznej – poprawa stanu pierwszego w Polsce pacjenta leczonego w ten sposób wydawała się spektakularna. Ale jeszcze raz podkreślam, że dotyczy to przypadków skrajnych. A o tym, czy coś jest przypadkiem skrajnym, zawsze powinien decydować lekarz psychiatra.

A jak to możliwe, że touretyk może się znaleźć też po drugiej stronie stołu operacyjnego, tzn. być chirurgiem? Ktoś taki jest jednym z bohaterów książki "Antropolog na Marsie", napisanej przez Olivera Sacksa, angielskiego neurologa i psychiatrę. Doktor Carl Bennett ma mnóstwo tików wokalnych i ruchowych, potrafi rzucić żelazkiem w drzwi lodówki, nogą dotknąć ramienia kolegi, pohukuje jak sowa. A pracuje w szpitalu, gdzie robi nie tylko proste zabiegi, ale też przeprowadza poważne operacje. Prócz tego bez problemu prowadzi samochód i nigdy nie miał wypadku, ma nawet licencję pilota i lata Cessną.

Syndrom Tourette'a to fascynujące zaburzenie! Kiedy to, co się robi, jest pasjonujące, wymaga szczególnej koncentracji i skupienia, czyli także skutecznie odwraca uwagę, tiki się nie pojawiają, jak u tego lekarza. Tak jest też w przypadku wykonywania rytmicznych ruchów, na przykład jazdy na rowerze. Z kolei podekscytowanie, zdenerwowanie, rozluźnienie sprzyjają tikaniu.

Jak dużo osób ma zespół Tourette'a?

Szacuje się, że od jednej od trzech osób na tysiąc. Syndrom Tourette'a jest zaburzeniem szalenie demokratycznym, występuje niezależne od statusu społecznego i ekonomicznego. I z wyjątkiem skrajnych przypadków to otoczenie, w którym turetyk funkcjonuje, a nie sama choroba, są przyczyną jego inwalidyzacji, czyli delegowania do roli niepełnosprawnego. Miałem na przykład pacjenta, który kiedy coś pisał, nagle zacinał się w jednym miejscu i wiercił długopisem dziurę w kartce tak długo, aż ją przerwał. To nie Tourette, ale nauczycielka polskiego, która ciosała mu kołki na głowie, stała się przyczyną jego kolejnych kłopotów.

Dlaczego tak trudno nam zaakceptować, że ktoś tika?

Staramy się być silni i wszelkie przejawy słabości najczęściej budzą w nas lęk, który prowadzi do zachowań agresywnych lub unikowych. Ale też zwyczajnie brakuje nam wiedzy na temat choroby tikowej. Miałem pacjenta, który często jeździł autobusem. Oblizywał się, mrugał, robił dziwne miny. Jeśli naprzeciwko niego siadała dziewczyna, a była w towarzystwie skłonnego do agresji narzeczonego, mój pacjent kończył z podbitym okiem.

Jak się zachować, kiedy poznajemy turetyka?

Zwykle w takich sytuacjach przyjmujemy jedną z czterech strategii – udajemy, że nic się nie dzieje, dopytujemy się o szczegóły, oferujemy swoją pomoc albo czym prędzej czmychamy. Próbujemy w ten sposób jakoś poradzić sobie z nieznośnym napięciem i każdą z tych strategii potrafimy doprowadzić do skrajności. Pewnie lepiej byłoby po prostu zapytać: "Masz problemy z tikami?", posłuchać tego, co chce powiedzieć na ten temat nasz rozmówca i przejść nad tym do porządku dziennego. A więc choćby wrócić do kwestii projektu, w sprawie którego się spotkaliśmy. On pewnie dalej będzie tikał, tak jak ktoś z wadą wzroku dalej patrzyłby na nas przez okulary.

Mamy ignorować jego tiki?

Ignorujmy te, które nam nie przeszkadzają, i spróbujmy zachować margines tolerancji. Bo chyba do pogwizdywania, choć bywa irytujące, możemy się przyzwyczaić? Ale trzeba stawiać granice tym tikom, które są dla nas uciążliwe, np. naruszają naszą przestrzeń osobistą. Możemy powiedzieć: "Nie życzę sobie, żebyś mnie tak dotykał". Ale nie unikajmy takiego człowieka! Nie koncentrujmy się na jego chorobie i nie postrzegajmy go przez jej pryzmat. Potraktujmy ją jako pewną niedoskonałość, których każdy z nas ma kilka. Nie chodzi o przekaz: "On ma zespół Tourette'a, bądź tolerancyjny", ale o to, by dać tym ludziom realną szansę wejścia w przestrzeń publiczną. Wtedy nauczymy się tolerancji, bo zaczniemy zwracać uwagę na to, co jest nam wspólne, a nie na to, co nas dzieli.

reportaż | do góry | porada