zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Dr Joanna Kowalska

Znaki i słowa

Dr Joanna Kowalska jest psychologiem z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie m.in. zajmuje się psychologicznymi podstawami rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Doktorat dotyczący osób niesłyszących obroniła w Instytucie Biologii Doświadczalnej PAN.

Anna Błaszkiewicz: Lepiej mówić "osoby niesłyszące" czy "głusi"?

Joanna Kowalska: Jak przygotowywałam pracę doktorską, to pierwsze sformułowanie wydawało mi się bardziej neutralne i poprawne politycznie. A potem się dowiedziałam, że właśnie ono może podkreślać fakt "niesłyszenia", podczas gdy określenie "głusi" albo jeszcze lepiej "Głusi", przez duże G, odwołuje się do odrębności kulturowej i językowej grupy ludzi, którzy nie chcą być traktowani jak osoby niepełnosprawne, ale jak pewna mniejszość.

Mniejszość używająca języka migowego?

Potocznie mówimy po prostu "język migowy" i nie zdajemy sobie sprawy, że istnieje System Językowo-Migowy i Polski Język Migowy. Ten pierwszy jest językiem sztucznym, wymyślonym przez osoby słyszące w celu komunikowania się z głuchymi. Jego podstawą jest polszczyzna mówiona – kolejne zdania, słowo po słowie, są przekładane na ciąg znaków miganych. Osoby, które nie słyszą, uczą się go tak jak języka obcego. Z kolei PJM to język naturalny, który wykształcił się w procesie komunikacji. Ma własną gramatykę i jest bardzo ekspresyjny – ważne jest to, jak ustawiamy dłonie, ręce, usta, liczy się mimika całej twarzy, dochodzą do tego artykulacje różnych dźwięków. To język żywy, który ciągle ewoluuje, przystosowując się do potrzeb użytkowników, np. młodych ludzi, którzy mają tendencję do skracania słów. Można w nim tworzyć poezję i żartować. Doktor Piotr Tomaszewski prowadzi na naszym wydziale wykłady w PJM – zaprasza na nie tłumacza, bo większość studentów nie zna języka migowego. Udowadnia im, że w PJM można przekazywać także treści naukowe.

A używanie własnego języka nie zamyka na kontakt ze światem ludzi słyszących?

Jeśli matka jest Polką, a ojciec Anglikiem, nie dziwi nas, że ich córka czy syn poznaje dwa języki. Idea dwujęzyczności sprawia, że nie trzeba wybierać, można pozostać otwartym na obie kultury – pokazywać dziecku głuchemu język wizualno-przestrzenny (bardziej dla niego naturalny) i uczyć go języka "obcego", czyli polszczyzny. Na szczęście coraz mniejsze znaczenie ma już doktryna oralizmu, której zwolennicy uważali, że język migowy trzeba całkowicie wyeliminować, i zakazywali głuchym dzieciom używania jakichkolwiek gestów.

A co z osobami niedosłyszącymi, które nie posługują się językiem migowym?

Ich sytuacja psychologiczna może być dość trudna, szczególnie w kontekście określenia własnej tożsamości. Przecież nie całkiem funkcjonują tak jak osoby słyszące, a jeśli nie używają języka migowego, nie identyfikują się też z Głuchymi. Mogą mieć kłopoty z samookreśleniem, czuć się wyobcowani, inni.

Na pierwszy rzut oka nie widać, że ktoś nie słyszy. Dzięki temu takim osobom jest łatwiej funkcjonować?

Niekoniecznie. Jak kogoś pytamy, gdzie jest najbliższy kiosk, a on tylko na nas bezradnie patrzy, to co sobie myślimy? Właśnie ta początkowa dezorientacja sprawia, że często rezygnujemy z dalszej komunikacji. Kiedyś jako wolontariuszka uczestniczyłam w festynie organizowanym przez Aeroklub Warszawski. Byłam "stewardesą", tzn. wprowadzałam kolejne grupy do samolotu i pilnowałam, żeby nikomu nic się nie stało. Przyszły dzieci niewidome, potem z zespołem Downa – od razu wiedziałam, jak się zachować. A potem przyszły całkiem "zwyczajne" dzieci, wytłumaczyłam im, którędy mają iść, a one poszły w drugą stronę. Pamiętam swoją pierwszą myśl: "Co z nimi jest nie tak?". Dopiero jak ich opiekunka wyjaśniła, że nie słyszą, zrozumiałam swój błąd.

Wszystkie osoby niesłyszące czytają z ruchu ust?

To dość powszechny stereotyp. Dlatego zawsze warto się upewnić, w jaki sposób najłatwiej nam się będzie z konkretnym człowiekiem porozumieć. Niektórzy będą chcieli, żebyśmy pisali na kartce, a czasem potrzebny okaże się tłumacz języka migowego. Ale to też nic niezwykłego! Przecież często korzystamy z takich usług, jeśli nie znamy dobrze jakiegoś języka obcego. Jeśli nasz rozmówca czyta z ruchu ust, mówmy wolniej, ale nie sylabizujmy każdego wyrazu i nie przesadzajmy z dokładną artykulacją, bo to zniekształci przekaz. Starajmy się używać w miarę jasnych sformułowań, unikajmy kwiecistych i abstrakcyjnych porównań. Nie zasłaniajmy ust, utrzymujmy kontakt wzrokowy. To proste zasady.

A my raczej wyolbrzymiamy czekające nas trudności?

Na przykład pracodawca, do którego zgłasza się osoba głucha, od razu zaczyna się zastanawiać: "Jak on się dogada z resztą zespołu?" albo "Jak mu wydam polecenie?". I koncentruje się na ograniczeniach, a nie na atutach takiego kandydata. Nie bierze pod uwagę tego, że i tak wszyscy w firmie używają komunikatorów internetowych. Do tego dochodzi myśl: "Zamiast pracować, moi podwładni będą mu ciągle musieli pomagać!". Bo osoby niepełnosprawne są postrzegane jako zależne od innych, wymagające stałego wsparcia.

Zrobiłam badania, w których pytałam studentów warszawskich uczelni m.in. o to, czy zgodziliby się studiować z osobą poruszającą się na wózku, niewidomą, z zespołem Downa i głuchą. Wynik był zaskakujący, bo brak zgody występował tylko w przypadku osób z zespołem Downa i głuchych. Wydaje się, że żywy jest stereotyp, że te dwie grupy "nie rozumieją", "nie nadają się". Zresztą wspólne studiowanie i tak budzi najmniej wątpliwości. Największy kłopot studenci mieli z zaakceptowaniem osoby niepełnosprawnej jako współmałżonka i przełożonego.

Trudno sobie z takimi stereotypami poradzić?

Moja córka wróciła kiedyś ze szkoły podekscytowana i mówi: "Mieliśmy takie super zajęcia! Jeździłam na wózku, pani zawiązała mi chustką oczy i uczyliśmy się znaków migowych!". Bardzo się ucieszyłam, bo sama zachęcam studentów, by wymyślali scenariusze warsztatów dla dzieci, pokazujące w sposób niestereotypowy różne grupy osób niepełnosprawnych. Ale jak dokładniej przepytałam córkę, okazało się, że na końcu wszyscy usiedli w kółku i pani prowadząca zajęcia poprosiła, żeby wymieniali rzeczy, których osoba na wózku, niewidoma czy głucha nie może zrobić. Powstał wielki plakat pod hasłem: "Pomagaj osobom niepełnosprawnym".

I wszystko wróciło do punktu wyjścia.

Dokładnie tak, zamiast walczyć ze stereotypem, został on powielony. A warto wykorzystywać dziecięcą ciekawość do kształtowania otwartych postaw wobec niepełnosprawnych. Pamiętam, jak zaczęłam się uczyć języka migowego, to pokazałam córce alfabet palcowy i kilka znaków. W przedszkolu od razu się pochwaliła, że umie powiedzieć różne rzeczy samymi rękami. Dzieci były szalenie zainteresowane, a córka chciała wiedzieć więcej i więcej. Biegałam więc do naszego wydziałowego eksperta i ciągle dowiadywałam się czegoś nowego. Potem jakaś mama zapytała mnie, gdzie się można nauczyć migania, bo jej syn męczy ją, że Marysia umie i on też by chciał.

reportaż | do góry | porada