zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Marta i Michał Machnikowscy

Co ty, głuchy jesteś!?

Dokumenty Michała są w zielonej teczce. – Niepełnosprawność umiarkowana. Orzeczony stopień ma charakter trwały. Datuje się od urodzenia. Przyczyna 03-L – czyta Marta. Jej mąż jest programistą i webmasterem, był skaterem, teraz robi prawo jazdy

Trzyipółletnia Marcelina, córka Marty i Michała Machnikowskich, jest z babcią nad morzem. Stęskniła się za tatą, chciałaby z nim porozmawiać, ale wie już, że przez telefon się nie dogadają. Więc dyktuje babci SMS-y. – Słyszę tylko bardzo niskie i bardzo wysokie dźwięki, czytam z ruchu warg. Marcelina potrafi uparcie powtarzać zdania i zawzięcie tłumaczyć, aż wreszcie zrozumiem, o co jej chodzi. Sylabizuje słowa, nawet bardzo długie – mówi Michał. Zaczęło się od: "ta-to si-ku" i "ta-to pi-cie". – Tylko jak płacze albo jest wściekła, mówi niewyraźnie. Jedyne, co mogę wtedy zrobić, to przeczekać – tłumaczy Michał. Jego niepełnosprawność jest genetycznie uwarunkowana i prawdopodobieństwo, że córka nie będzie słyszała, było duże, więc odetchnął z ulgą dopiero po badaniach zrobionych w pierwszej dobie jej życia.

Gimnastyka słowna

Poznali się na czacie randkowym siedem lat temu. – Zaczepiłem ją, pisaliśmy do siebie przez dwa czy trzy tygodnie. Od razu przyznałem się, że jestem niedosłyszący. Ustaliliśmy termin pierwszego spotkania, ale ja zachorowałem – przypomina sobie Michał. – a ja byłam uparta, przyjechałam na Tarchomin i wyciągnęłam go na herbatę – kończy Marta.

Pierwsza rozmowa z Michałem nie jest łatwa. Trzeba mówić powoli i wyraźnie artykułować głoski. – Nie mogłam się do tego przyzwyczaić, ze mnie słowa zawsze wystrzeliwały jak z karabinu. Więc on wyłapywał co drugie. Teraz rzadziej się tak rozpędzam – śmieje się Marta.

Na początku trudno zrozumieć niektóre wypowiadane przez niego wyrazy. Ma gardłowy głos, nie potrafi kontrolować, czy mówi głośno, czy cicho, za szybko, czy za wolno. – Ale to już tylko moja wina. Nie chodziłem do logopedy. Olewałem. To było lenistwo, niechęć i młodzieńczy bunt związany z okresem dorastania. Teraz czasami żałuję. Pewnie mówiłbym wyraźniej. Są też słowa, które sprawiają mi wyjątkowy kłopot i próbuję ich unikać – przyznaje Michał. – Nie używa np. zaimka zwrotnego "się". Czasem trochę zabawnie brzmi ta jego słowna gimnastyka – uśmiecha się Marta.

Żadne z nich nie zna języka migowego. Kiedy trafili na nauki przedmałżeńskie do parafii św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży, w której spotykają się głuchoniemi, Marta poczuła, jak odwracają się role: – Ci wszyscy ludzie swobodnie rozmawiali między sobą, żartowali, a ja nic nie rozumiałam.

Prawo jazdy

– Na desce jeździłem od młodości aż do ślubu. Marta nie chciała, żebym z gipsem zawitał do kościoła – śmieje się Michał. – Wcześniej parę kontuzji było, z kolegami z osiedla skakaliśmy przez murki, poręcze, schody. Tak bardziej ostro. i dla znajomych kręciliśmy filmy o naszych wyczynach. Prowadziłem portal Deskorolka.Com. Dzięki niemu zyskałem niemałą sławę. Dostawałem zaproszenia na zawody jako VIP fotograf albo kamerzysta, a firmy deskorolkowe i skateshopy w zamian za reklamę dawały deski czy ciuchy – opowiada. Portal już sprzedał. Z zyskiem. Deskę odstawił. i postanowił wreszcie przesiąść się do samochodu. Nie ma przeciwwskazań medycznych, bo usłyszy pisk opon i klakson. Na szczęście lekcje teoretyczne są bardzo multimedialne, a z instruktorką świetnie się dogadują. Kiedy opowiedziała, że jej poprzednia niesłysząca uczennica zdała egzamin za pierwszym razem, nabrał pewności siebie. Wystarczyło 25 minut na placu manewrowym i od razu wyjechali na ulice.

Co to za hałas?

– Jak Michał ze swoimi aparatami na uszach wsiada do naszego samochodu, wartość auta od razu wzrasta o 40 procent – śmieje się Marta. – Chociaż na te supernowoczesne urządzenia, które przez Bluetooth mogą się łączyć z telefonem komórkowym, komputerem czy telewizorem, jeszcze nas nie stać – dodaje. W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu Michał mógł wypróbować takie, które kosztują około 7–9 tys. zł za sztukę. Założył je, zbladł i zapytał, co to za hałas. Okazało się, że usłyszał szum rozmów za drzwiami. Pierwszy raz w życiu. Jest więc perspektywa, że będzie lepiej, kiedy wreszcie wymieni swój dziesięcioletni sprzęt na nowszy. – Na wszczepienie implantu się nie zdecydował. Jest ryzyko, że straci słuch w implantowanym uchu, stąd niechęć – tłumaczy Marta. – No i dzięki temu zawsze mogę wyłączyć aparat i spokojnie iść spać – uśmiecha się jej mąż.

Względy bezpieczeństwa

Michał ma duże, zakrywające uszy słuchawki, bo lubi muzykę. Nie rozumie słów piosenek, czyta je w internecie. Marcelina czasem go prosi, żeby coś zaśpiewał. Ma poczucie rytmu, umie tańczyć. Kiedy uważnie obserwuje ruchy ust telewizyjnych reporterów, udaje mu się wyłapać sens wiadomości. Ale jak Marta rzuca cytat z polskiej komedii, nie wie, o co chodzi. Niedawno udało im się zdobyć "Rejs" z polskimi napisami, więc to się niedługo zmieni. Zawsze był otoczony osobami pełnosprawnymi; poza turnusami rehabilitacyjnymi, na które jeździł jako dziecko, właściwie nie spotykał niesłyszących. Nauczył się cierpliwości. Wie, że niektórzy go nie rozumieją. W sklepie na przykład. Pisze wtedy na kartce. Ale są i tacy, co go ignorują. Udają, że nie słyszą i nie widzą. To dziwne wrażenie – być przezroczystym.

W urzędach i bankach zdarzają się kłopoty – pracownicy są zniecierpliwieni, bo chcą szybko załatwić kolejnego klienta, a z Michałem nie idzie im tak gładko. Czasem dzwonią na jego komórkę i jak odbiera Marta, nie mogą jej nic powiedzieć. Względy bezpieczeństwa, wyjaśniają. Dlatego Michał musi wszystkiego dowiadywać się osobiście.

Na szczęście łatwo się nie zniechęca. – Mam silną wolę i myślę pozytywnie. Na przykład w liceum moja nauczycielka od angielskiego nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że jestem niedosłyszący. Nawet podczas matury ustnej specjalnie dla mnie włączyła magnetofon, choć powtarzałem, że to nic nie da. Więc siedziałem i czekałem – śmieje się Michał.

Uparty jak osioł

Chodził do zwykłej podstawówki, skończył liceum i poszedł na studia informatyczne dzięki staraniom swojej mamy. – Zrezygnowała z kariery, by poświęcać mi więcej czasu. Na zajęcia zabierałem dyktafon, nagrywałem wykłady, wieczorem mama je odsłuchiwała i robiła dla mnie notatki. W szkole, w czasie lekcji, zaglądałem przez ramię koledze czy koleżance i przepisywałem bezpośrednio z ich zeszytów. Wszyscy chętnie mi pomagali, nie byłem dyskryminowany – mówi Michał. – Jego otwartość sprawia, że ludzie się od niego nie odsuwają. No i poza tym jest uparty jak osioł – dodaje Marta.

Przez telefon komórkowy nie może rozmawiać, ale odbiera i wysyła SMS-y. Jak ktoś na jego numer dzwoni, a Marta jest w pobliżu, to ona odbiera. Kiedy szukał pracy i wysyłał CV do różnych firm, sporo osób próbowało telefonować, choć w aplikacjach wyraźnie zaznaczał, że nie słyszy. Gdy trafiali na Martę, ze zdziwieniem pytali: "To jak ja się w takim razie mogę z panem Michałem umówić na spotkanie i w ogóle porozumieć?".

Pół roku temu zmieniał pracę – nową znalazł w ciągu trzech tygodni i po trzymiesięcznym okresie próbnym dostał umowę na czas nieokreślony. Codziennie jeździ do biura, w domu nie potrafiłby się zmobilizować. Zresztą zawsze potrzebował towarzystwa. – Jest zwierzęciem stadnym. Ale też przy realizacji konkretnych projektów, współpracuje z całym zespołem, więc jest potrzebny tam, na miejscu – tłumaczy Marta.

Zapala się lampka

– Jego niepełnosprawność nie jest tematem tabu, potrafi sobie z tego żartować. Jak się zdenerwuję i krzyknę: "Co ty, głuchy jesteś!?", to się zaczyna śmiać – mówi Marta. – a jak jest jakiś problem, to znajdujemy rozwiązanie – dodaje Michał. W mieszkaniu rodziców miał na przykład na biurku lampkę podłączoną do domofonu. Zapalała się, gdy ktoś chciał wejść do mieszkania. Teraz goście oznajmiają swoje przybycie SMS-em. Kiedy docierają na dziesiąte piętro wieżowca na warszawskim Grochowie, od razu wychodzą na balkon. Bo widać z niego prawie całe miasto. To, co z poziomu chodnika wydaje się chaosem nie do ogarnięcia, z góry przypomina uporządkowany mechanizm. – A w nocy Grochowska i Waszyngtona wyglądają jak dwa pasy startowe – mówi Marta.

wywiad | do góry | porada