zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Agnieszka Skatulska

Lekko wzburzona woda

– To nie jest piękna historia, bo życie okazało się brutalne – przyznaje Agnieszka. Zachorowała na padaczkę, gdy miała 35 lat i pracowała jako stewardesa na trasach transatlantyckich. Teraz wciąż szuka nowego celu w życiu

Agnieszka Skatulska jest elegancko ubrana i opanowana. Opowiada spokojnie, choć bywają momenty, że traci wątek i przez chwilę próbuje przypomnieć sobie jakiś szczegół. Nie od razu godzi się na rozmowę. Jest ostrożna, bo, jak mówi, osoby takie jak ona są w społeczeństwie stygmatyzowane.

Przez chorobę już dwa razy straciła pracę. A jedna z pracodawczyń powiedziała jej wprost, że gdyby Agnieszka dostała kiedyś ataku padaczki, to ona nie wiedziałaby, jak się zachować i zwolniłaby ją z pracy. Bo nie potrzebuje kłopotów.

Lot, którego nie było

Agnieszka jest kosmetyczką i kilka jej klientek to stewardesy. Któregoś dnia jedna z nich mówi, że zbliża się termin egzaminów i jeśli Agnieszka chce, może przecież spróbować. Taka praca byłaby spełnieniem jej marzeń o podróżowaniu. Bez problemu zdaje egzaminy i wkrótce potem zaczyna latać.

Doskonale pamięta ten dzień. To było 13 lat później, dokładnie 7 lat temu.

Czeka ją lot atlantycki, jakich odbyła już tysiące. Ma za sobą kilka nieprzespanych nocy, źle się czuje. Przepełnia ją lęk, ale nie umie go dokładnie opisać. Idzie do lekarza. Ten mierzy jej ciśnienie, bada i stwierdza, że wszystko jest w porządku. Agnieszka wsiada do auta i jedzie na lotnisko. Wydaje jej się, że samochody wymijają ją szybciej, a klaksony trąbią głośniej niż zwykle. – Tak jakby moje zmysły pracowały na zdwojonych obrotach. Panowałam nad kierownicą, ale jechałam wolno – wspomina.

Mówi przełożonym, że nie będzie w stanie pracować, ale ulega namowom i idzie do sali przedstartowej. Powraca niepokój. Nie pamięta dokładnie, co się wydarzyło w gabinecie lekarza, który zawsze przed dłuższymi lotami kontrolował stan zdrowia załogi. Koleżanka powie jej później, że podobno odstawiła jakieś przedstawienie.

Agnieszka dostaje skierowanie do neurologa i psychiatry. Lekarz wystawia jej zwolnienie. Opiekują się nią rodzice. To ojciec zauważa u córki krótkotrwałe "wyłączenia", podczas których nie można nawiązać z nią kontaktu. Na podstawie badania EEG i tomografii komputerowej lekarze stwierdzają padaczkę.

W pracy dostaje skierowanie na badania psychologiczne. Wniosek jest taki, że nie nadaje się na stanowisko stewardesy. Innej posady nikt jej nie proponuje, choć sama próbuje znaleźć dla siebie jakieś spokojniejsze zajęcie. Zwalnia się na własną prośbę, bo wierzy, że gdy poczuje się lepiej, będzie miała możliwość powrotu.

Nie potrafi jeszcze walczyć o siebie, nie godzi się z chorobą, która jest dla niej kompletnym zaskoczeniem.

Wyjście z cienia

Na własną rękę robi kolejne badania, bo nie wierzy, że taka choroba mogła dotknąć właśnie ją. Cierpi na bezsenność, a potem, gdy zaczyna przyjmować leki, bardzo dużo śpi i czuje się ciągle zmęczona.

Kończą się jej pieniądze. Trafia na oddział szpitalny, lekarze włączają nowe leki. Rodzice chcą pomóc, ale ona jest jak zawsze twarda i chce radzić sobie sama. Przychodzi jednak załamanie psychiczne. Dostaje rentę i zamyka się w domu.

– Trwało to jakiś czas, koleżanka namówiła mnie do pójścia na spotkanie Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Padaczką i Przyjaciół "Spokojna Głowa" – opowiada. Potem Agnieszka zaczyna też chodzić do Domu Pod Fontanną, który jest Domem-Klubem dla osób po przejściach psychicznych. Zapisuje się na terapię i różne kursy doszkalające. Znajduje pracę.

Przez rok jest prezesem "Spokojnej Głowy". Próbuje pomagać innym, aktywizować ich i zarażać pasją. Sama lubi spacery po lesie i nordic walking, wszystkich do tego zachęca. Bierze udział w filmie edukacyjnym na temat padaczki, a także w akcji "Zauważ mnie", organizowanej przez Jadwigę Grochowalską. Pomysł polega na tym, że chorzy maszerują przez Polskę, żeby zwrócić uwagę na swoje problemy. Ale w Warszawie niewiele osób włącza się do działania. Tu bardziej niż w mniejszych miastach ludzie boją się stygmatyzacji, a ci, którzy jeszcze pracują, nie chcą, by o chorobie dowiedział się pracodawca.

Chwile wyłączenia

Padaczka ma różne oblicza. Agnieszka nie ma najbardziej typowych objawów, takich jak utrata przytomności i drgawki. Dominują objawy psychiczne: stany lękowe, nadpobudliwość, chwilowe wyłączenia świadomości. Są krótkie, trwają najwyżej kilkadziesiąt sekund. – Nie potrafię ich przewidzieć, nie mam tzw. aury. Dopiero po jakimś czasie zdaję sobie sprawę, że uciekła mi jakaś chwila. Zdarza się, że nie pamiętam drogi, którą szłam, czasem wsiądę do innego autobusu niż chciałam. Ale przecież nie jestem jedyną osobą, której zdarzają się takie sytuacje – opowiada.

– Rodzina nigdy do końca nie zaakceptowała tego, że jestem chora. Starają się mnie traktować jak osobę zdrową. To mobilizujące, bo wymusza na mnie działanie – przekonuje. I dodaje: – Może czasami brakuje mi wsparcia drugiej osoby, jak muszę sama podejmować wszystkie decyzje. Ale w sumie łatwiej przychodzi mi pomaganie innym niż obciążanie ich swoimi sprawami.

Po Agnieszce nie widać, że cokolwiek jej dolega. Jest po prostu poważna, refleksyjna, zamyślona. Ona sama już teraz nabrała dystansu do swojej choroby. Wie, że najważniejszy jest odpoczynek, sen, dbanie o siebie i unikanie stresu, wtedy czuje się najlepiej.

Nie mogę dotrzeć do portu

– Czy z padaczką da się żyć? Osoby, które mają w życiu cel, osiągają go. Może nie przychodzi im to łatwo, ale przezwyciężają chorobę. Ja teraz czuję się, jakbym była na lekko wzburzonej wodzie – opowiada Agnieszka. I dodaje: – Nie mogę dotrzeć do portu, bo nie potrafię obrać kierunku. Kiedyś chciałam założyć rodzinę, miałam plany związane z mieszkaniem, pracą.

Dziś nieśmiało mówi o marzeniach. – Mam patent żeglarza, zawsze lubiłam łódki. Chciałabym móc realizować się w pracy, ciągnie mnie do latania, ale może znajdę dla siebie coś innego? – zastanawia się.

Bo czuje, że dziś jest na rozstaju dróg.

wywiad | do góry | porada