zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Wanda Wojnowska

Dobrze jest, jak jest

Pisze na kartce "brak akceptacji". Potem drze ją i wyrzuca. Pozbywa się złych myśli. – To ćwiczenie najbardziej mi się spodobało. Na warsztatach dużo myślałam o tym, czego się obawiam i jak sobie poradzę – mówi Wanda Wojnowska, która skorzystała ze wsparcia biura pośrednictwa pracy dla osób niepełnosprawnych intelektualnie Centrum DZWONI i właśnie dostała etat w restauracji

Wanda nalewa zimne i gorące napoje, wyciska soki, donosi lód. Dba o porządek na swoim stanowisku pracy, nastawia zmywarkę, potem wyjmuje z niej naczynia. – Zauważyłem, że ma kłopoty z czytaniem zamówień. Powód okazał się banalny: potrzebowała okularów – mówi jej nowy szef, Waldemar Osiński, kierownik restauracji Pizza Hut w Centrum Handlowym Promenada. Wanda z uśmiechem poprawia na nosie szkła w modnych oprawkach. Mówi o sobie, że jest trochę bardziej wrażliwa niż inni i nie zawsze nadąża. Ale w nowej pracy świetnie się odnalazła. – Jest bardzo zaangażowana, przykłada się do obowiązków. Zaraża innych pozytywną energią i chęcią do działania. Dobrze mieć w swoim zespole taką osobę – dodaje Waldemar Osiński, który od kilku lat stara się integrować pracowników pełnosprawnych z niepełnosprawnymi. – Wystarczy tak dobrać zadania, by odpowiadały możliwościom konkretnych ludzi, a nie ma żadnych problemów. Chodzi przecież o to, żebyśmy współdziałali i pomagali sobie nawzajem – przekonuje.

To, co trudne

Jest 1988 r. Wanda ma 16 lat i oznajmia rodzicom, że w wakacje jedzie do Jarocina. Łapią się za głowy i pytają, czy przystała do hippisów. A ona zapisała się do Ochotniczych Hufców Pracy i z siedmioma innymi junakami trafia latem do przetwórni owocowo-warzywnej. Zakręcają słoiki, naklejają etykiety na dżemy. Na koniec dostaje wypłatę i dyplom za sumienne wykonywanie obowiązków. – Kupiłam za te pieniądze kurtkę, spodnie i spódnicę z prawdziwego dżinsu. I pierwszy raz poszłam na pielgrzymkę. Potem chodziłam na nie regularnie, a rezygnowałam z wakacji. Wybierałam to, co trudne, wymagające wysiłku – mówi Wanda. Skończyła zasadniczą szkołę zawodową, ale postanowiła, że kiedyś spróbuje swoich sił w ogólnokształcącej. – Ja nie daję za wygraną. Poszłam do zaocznego trzyletniego liceum. Matury nie udało mi się zdać, nie zaliczyłam polskiego. Ale szkołę skończyłam. Tata miał wielką radość, jak razem poszliśmy w 1999 r. na rozdanie świadectw. Kupił mi piękne pióro. Miał już wtedy bardzo zaawansowanego raka – wspomina.

Przygotowana do życia

– Najbardziej lubię Szopena, to muzyka spokojna, refleksyjna. Latem chodzę na koncerty do Łazienek. Och, jak pięknie grała kiedyś taka Japoneczka, poprosiłam ją nawet o autograf – uśmiecha się Wanda. Teraz większą część wolnego czasu spędzą z chorą na Alzheimera mamą, która jest w domu opieki. – Mama jest bardzo dzielna i silna. Rozpoznaje mnie i czuje, że ktoś bliski do niej przyszedł. Jest mi trudno tam jeździć, szkoda mi tych wszystkich ludzi. Nie mogłabym w takim miejscu pracować, mam za słaby stan psychiczny – mówi.

Odkąd mama trafiła do domu opieki, Wanda mieszka sama. Na rodzinnym Żoliborzu zna każdy kąt. Przyjaźni się z siostrami zakonnymi z parafii św. Stanisława Kostki, utrzymuje kontakt z sąsiadami, którzy znają ją od zawsze. – Rodzice nauczyli mnie samodzielności i gospodarności. Przygotowali do życia. Zawsze miałam swoje obowiązki, musiałam być odpowiedzialna. Na dobre mi to wyszło. Nie czułam się niepełnosprawna – mówi. I wylicza: – Mam konto w banku, ubezpieczenie sobie opłacam, potrafię poprasować, uprać, ugotować. Lubię na przykład naleśniczki z dżemem albo serkiem sobie zrobić na obiad.

W lepszym świetle

Wanda ma orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu lekkim z powodu upośledzenia umysłowego, ale nie dostaje renty. Dlatego musi na siebie zarabiać.

– Mam zawód "sprzedawca" i pracowałam w sklepach, np. w "Społem". Ale teraz trzeba obsługiwać kasę fiskalną i być bardzo operatywnym. Z tym nie daję rady – przyznaje. Dobrze wspomina pracę w Wedlu, przy taśmie produkcyjnej. Jak stamtąd odchodziła, dostała od szefowej referencje. Potem na poczcie pomagała listonoszom, sortując przesyłki. – Chciałam dostać posadę w urzędzie, ale nie mam głowy do komputera. Brak mi takiej smykałki do techniki – przyznaje. – Kiedy Wanda do nas trafiła, w ogóle nie bardzo wierzyła w swoje możliwości. W czasie praktyk, gdy zobaczyła, że sobie świetnie radzi i jest chwalona przez innych, stała się bardziej pewna siebie – mówi Elżbieta Siwczak, trenerka pracy z Centrum Doradztwa Zawodowego i Wspierania Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie Centrum DZWONI. To właśnie ona pomagała Wandzie, ucząc ją zawodu, wspierając w trudnych sytuacjach, ułatwiając integrację z zespołem. Pracowały ramię w ramię przy rozdawaniu ulotek, sprzątaniu i na końcu w restauracji. A Karolina Makowiecka, psycholożka, która prowadzi w Centrum DZWONI warsztaty grupowe, dodaje: – Wanda jest ambitna i operatywna, potrafi się dostosować do każdych warunków. A przy tym jest tak skromna, że ciągle trzeba ją zachęcać, żeby przedstawiała siebie w jak najlepszym świetle.

Poznać siebie

– Na pierwszym spotkaniu w Centrum DZWONI padło pytanie, czym jest dla mnie praca, odpowiedziałam: "egzystencją". Ja lubię pracować, wychodzić z domu, do ludzi. Łatwo nawiązuję kontakt, jestem lubiana. Przykre sytuacje wcale się nie zdarzają – mówi Wanda.

Elżbieta Siwczak podziwia jej niespożytą energię, chęć do działania i ciągłej nauki, a także zdrowy rozsądek. A Karolina Makowiecka opowiada, jak ostatniego dnia warsztatów Wanda zrobiła prowadzącym bardzo miłą niespodziankę. Ze składkowych pieniędzy kupiła kwiatki i kartkę, na której w imieniu całej grupy napisała: "Z głębi serca dziękujemy za przyjęcie nas na szkolenie i kształcenie się w kierunku poznawania: co to jest praca i rynek pracy oraz zdobycia umiejętności zachowywania się i to że każdy z nas mógł poznać siebie".

Waldemar Osiński dodaje: – Kiedy Wanda się dowiedziała, że podpisujemy umowę, wszystkim dała całusy. Powtarzała: "Mam nadzieję, że was nie zawiodę". Jest bardzo szczera, oczekuje akceptacji i zrozumienia. W czasie rozmów kwalifikacyjnych zwykle mówię kandydatom, że pracują z nami osoby niepełnosprawne i można się od nich wiele nauczyć. Niektórzy wyrażają powątpiewanie. To taki sprawdzian na otwartość i tolerancję, który, niestety, nie wszyscy przechodzą pomyślnie.

Nad morzem

Wanda lubi wspominać wycieczkę do Rzymu, wyjazd do Bułgarii i Czechosłowacji. Poznała kawałek świata dzięki rodzicom, którzy pracowali przez 40 lat w warszawskich Zakładach Kasprzaka. – Teraz, ze względu na chorą mamę i finanse, nie mogę podróżować. Muszę się skupić na tym, żeby opłacać wszystkie rachunki i wszystko zorganizować. I dobrze jest, jak jest – mówi. – Ale pamiętam, jak pojechaliśmy do Jarosławca i pierwszy raz zobaczyłam morze, to byłam przerażona, że jest takie wielkie! Miałam 12 albo 13 lat. To był piękny moment.

wywiad | do góry | porada