zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Justyna Romanowska

Kwiatek, kot i serce

– Lubię robić kulki z filcu, słuchać piosenek z 1983 i 1984 r., nie lubię zmywać – wymienia Justyna Romanowska. Na co dzień pracuje w Pracowni Rzeczy Różnych w Wilczej Górze. Jej specjalność to witraże

Justyna wie, czym jest autyzm. – Mam świadomość, że jestem inna, wyjątkowa – mówi.

Na dobre zdała sobie z tego sprawę dzięki zajęciom w Fundacji SYNAPSIS. – Terapeuci rozmawiali na ten temat z nią i jej kolegami. Gdy pewnego dnia wróciła do domu i zaczęła o tym opowiadać, ja też zaczęłam mówić o autyzmie otwartym tekstem. Wcześniej nie potrafiłam, nie miałam odwagi – tłumaczy mama Justyny, Izabela Romanowska.

Figurki z modeliny

Justyna wstaje o 6 rano. – Myję się, mówię pacierz, ubieram się i wychodzę z domu. Najpierw jadę autobusem, potem metrem, potem autokarem – opowiada.

Ma 29 lat. Mieszka na warszawskim Tarchominie. W Pracowni Rzeczy Różnych w Wilczej Górze, która działa przy Fundacji SYNAPSIS, pracuje od kwietnia 2007 r. Trafiła tam dwa lata po skończeniu szkoły średniej. – Moimi ulubionymi przedmiotami były język angielski i rosyjski. Zawsze lubiłam też prace plastyczne. Lepiłam figurki z modeliny – mówi Justyna.

To lepienie było zresztą pierwszą wskazówką terapeutyczną, jaką usłyszała jej mama.

– Justyna nie chciała niczego brać do rąk. Trzymała w nich ciągle tylko dwie małe, gumowe kaczuszki. Powoli nad tym pracowaliśmy, a ugniatanie masy solnej idealnie się do tego nadawało. Potem okazało się, że Justyna ma zdolności plastyczne i lubi to robić – opowiada jej mama.

Zaproszenie do kina

Dzień w Wilczej Górze rozpoczyna o 9, a kończy o 16. – To moja pierwsza praca – mówi z dumą w głosie Justyna. – Mam dużo witraży, które zrobiłam. Mój ulubiony to kwiatek, serce i kotek. Najpierw obrysowujemy flamastrem szkło, zaznaczamy numerami, potem tniemy nożem i opłukujemy. Szlifujemy, potem myjemy wodą, owijamy folią, dociskamy, smarujemy topnikiem i lutujemy. I jeszcze patynujemy. Potem trzeba umyć witraż i gotowe – wyjaśnia Justyna.

Wszystkie przedmioty, które powstają w Pracowni Rzeczy Różnych, są robione zespołowo. Ktoś lepi miskę, ktoś inny ją szlifuje, a jeszcze inna osoba maluje. To, co wykonają, jest sprzedawane dużym firmom, które chcą mieć oryginalne gadżety i wspomóc fundację, albo w sklepie internetowym i na kiermaszach. Justyna, jak każdy pracownik, otrzymuje wynagrodzenie. Ma przydzielone obowiązki i podpisaną umowę. – Za to, co zarobię, kupuję słodycze, ciuchy, chodzimy do kina. Zapraszałam mamę na film "Tamara i mężczyźni". Byłam też na wakacjach w Dębkach – mówi Justyna.

Wyjątkowe szczęście

Zaburzenia Justyny ujawniły się, gdy miała 3 lata. – Usłyszałam diagnozę i tyle. To była dla mnie czarna magia. W latach 80. nikt nic na ten temat nie wiedział. Od początku mieliśmy ogromne szczęście. Trafialiśmy na ludzi, którzy próbowali pomóc – mówi Izabela Romanowska. Rzadko spotykała się z negatywnymi reakcjami. – Owszem, gdy córka była mała i zdarzało jej się piszczeć, krzyczeć czy gryźć ręce, byłam wysadzana z autobusu, wypraszana ze sklepów. Babci, która podczas podroży komunikacją miejską starała się posadzić Justynę w bezpiecznym miejscu, próbowano wbić do głowy, że od małego uczy ją złych manier – opowiada.

Rodzina nigdy nie miała problemu z akceptacją Justyny. – Jest traktowana jak inni. To nasze wyjątkowe szczęście polega również na tym, że trafialiśmy na dobrych nauczycieli, wychowawców, fajne klasy. Dzięki temu córka skończyła szkołę podstawową i liceum – dodaje Izabela.

Wszystko będzie dobrze

Justyna nauczyła się czytać, gdy miała 4 lata. – Pytała nas o litery, zastanawiałam się, czy będzie potrafiła składać je w sylaby, wyrazy. Zapytałam nawet panią w przedszkolu, co sądzi na ten temat, a ona bardzo się zdziwiła i oznajmiła mi, że Justyna już od dawna pięknie czyta – opowiada Izabela. Ulubione książki Justyny to "Mikołajek" i "Opium w rosole". Na okrągło może też oglądać "Misia" Stanisława Barei i film "Wszystko będzie dobrze". Gdy ma wolny dzień chodzi na spacery, na zakupy. – W domu lubię słuchać muzyki – piosenek zespołu Enej, przebojów z 1984 i 1983 r. Lubię też śpiewać, tańczyć – opowiada.

Istnieją jednak rzeczy, które uniemożliwiają Justynie funkcjonowanie, takie, które powinny w ogóle zniknąć z powierzchni ziemi. – Boję się dźwięku starego "Dziennika Telewizyjnego" i niektórych toalet – mówi. Z pomocą mamy i terapeutów nauczyła się częściowo oswajać swoje lęki. Zanim wejdzie do łazienki, prosi, aby ktoś sprawdził, czy przypadkiem nie ma w niej wiszącej albo wmurowanej w ścianę spłuczki. Jeżeli jest, Justyna szuka innej. Gdy 13 grudnia telewizja przypomina sygnał archiwalnego "Dziennika", po prostu wyłącza telewizor.

Miejsce Justyny

W Wilczej Górze Justyna nie tylko pracuje, ale ma też znajomych i przyjaciół.

– To jej miejsce. Nie ma takiej sytuacji, że my wszyscy gdzieś się rozchodzimy, każdy do swoich spraw, a ona zostaje sama. Ma lepsze i gorsze dni, ale nie jest w izolacji, nie jest skazana na siedzenie w domu i czekanie aż ktoś będzie miał dla niej czas – mówi Izabela.

Kwestie finansowe są dla jej córki mało istotne. Dopiero niedawno dowiedziała się, że za prąd czy wodę trzeba płacić. Zapomina, że ma swoje oszczędności i może kupić sukienkę czy perfumy, które tak bardzo lubi. – Najbardziej lubię sukienki balowe, mam jedną czarną studniówkową. O to, czy ładnie wyglądam, pytam mamę i brata Łukasza. W przyszłości chciałabym być fryzjerką. Lubię czesać, robić fryzury, pryskać wodą albo lakierem, posługiwać się suszarką – mówi Justyna.

Jeszcze nie czas

Justyna ma bardzo dużo cierpliwości. Wszystko, co robi, robi wolno, ale bardzo dokładnie.

– Czasem zadziwia mnie to, że coś od razu jej się udaje, jak jazda na łyżwach. Ale są też rzeczy, których nie potrafi, a może nie chce zrobić. Tak jest z jazdą na rowerze. Czasem myślę sobie, że w jej przypadku to takie dłuższe dojrzewanie, że może to jeszcze nie jest ten odpowiedni czas na to, żeby umieć jeździć na rowerze – mówi Izabela.

O czym marzy Justyna? – o wędkarstwie. Dostałam książkę "Wędkarstwo bez tajemnic". Moja ulubiona ryba to pstrąg, lubię pstrąga z frytkami. Już kiedyś złowiłam pstrąga nad jeziorem w Błędowie. Tam zabierał mnie na ryby szwagier. Nikt nie złowił, a mnie się udało – mówi.

wywiad | do góry | porada