zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Wiola Liszewska

Uśmiecham się do ludzi

Choć nie nosi butów na obcasie i lubi oglądać walki bokserskie, czuje się stuprocentową kobietą. – Jestem osobą bardzo otwartą, mój wzrost nie jest dla mnie tematem tabu – mówi Wiola Liszewska

Do swojej ulubionej kawiarni wpada lekko spóźniona. – Miałam nockę. Zdążyłam wejść do domu, przebrać się i wsiąść w samochód. Jak wrócę, będę odsypiać – wyjaśnia.

Od kilku miesięcy pracuje w internacie dla młodzieży, który działa przy Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w Sobolewie. Niedawno skończyła studia – pedagogikę z plastyką na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym. Napisała pracę magisterską na temat wpływu mediów na edukację seksualną młodzieży.

Wiola ma 24 lata i 120 centymetrów wzrostu. Mieszka w Melanowie w okolicach Siedlec.

Najbardziej nie lubi określenia „karzeł”. – To znienawidzone przeze mnie słowo. Ma w sobie taki brak szacunku i w ogóle okropnie brzmi – tłumaczy.

Nie pije kawy, woli czarną herbatę. – Po kawie mam zbyt dużo energii i za szybko jeżdżę wtedy samochodem, a prawka nie chcę stracić – żartuje. Jest dumna z tego, że udało jej się kupić auto prawie idealnie dostosowane do osoby o niskim wzroście. – Wszystko mam przy kierownicy, i pedał gazu, i hamulec – mówi.

Długa droga

Praca w internacie to płatny staż, na który udało jej się dostać dzięki pomocy Urzędu Pracy.

– Moi podopieczni obrażają się, gdy mówię na nich dzieciaki. Rozumiem to i dlatego staram się ich traktować jak „dorastających” dorosłych. Pilnuję, żeby nie przesiadywali wieczorami zbyt długo w nie swoich pokojach, na czas wracali do internatu. Czasem pomagam im rozwiązywać problemy. Myślę, że mam z nimi bardzo dobry kontakt – mówi Wiola.

Jest przekonana, że jeśli ktoś akceptuje siebie takiego, jakim jest, to nieważne czy ma metr, czy dwa metry wzrostu. Ważne, że wierzy w siebie i sam ze sobą czuje się dobrze. – Znam swoją wartość, mam własne przekonania i trzymam się ich, choć nie zawsze było łatwo – dodaje.

Ciekawskie spojrzenia, komentarze na temat jej wzrostu, a czasem i wytykanie palcami. Wiola wciąż się spotyka z takim zachowaniem. – Teraz mam na to swój sposób, po prostu uśmiecham się do takiego kogoś lub zagaduję. Rzadko zdarza się, żeby nie odpowiedział tym samym.

Dziś wie, jak sobie z tym radzić, ale bywały momenty, w których chciała zapaść się pod ziemię, płakała. – Akceptacja siebie i tego, że jest się innym, to jednak długa droga, a nasze społeczeństwo nie zawsze bywa tolerancyjne. Tymi ciekawskimi spojrzeniami bardziej przejmuje się moja mama. Tłumaczę jej wtedy, że skoro mają oczy, to się patrzą. Tym bardziej złośliwym potrafię się odgryźć, a, że jestem wygadana, to zanim coś powiem, staram się ugryźć w język i dwa razy zastanowić – przyznaje.

Walki i mecze

Dlaczego wybrała pedagogikę? – Tak sobie wymyśliłam. Lubię dzieci, młodzież, pracę z nimi, więc ten kierunek okazał się strzałem w dziesiątkę. Od małego byłam też utalentowana plastycznie. Moja wielka pasja to rzeźbiarstwo. Na studiach mogłam połączyć obie te rzeczy – mówi Wiola.

Dopiero niedawno obroniła pracę magisterską, ale już ma ochotę pójść na drugi kierunek. Zastanawia się nad stosunkami międzynarodowymi, planuje też zrobienie doktoratu. Na razie skończyła kurs języka migowego, będzie starać się o certyfikat. W wolnych chwilach uwielbia słuchać muzyki, czytać, tańczyć, choć ostatnio ma na to mało czasu. Kocha zwierzęta, samochody i sport. – Oglądam transmisje wszystkich ważnych meczów piłki nożnej, a już na pewno nie omijam relacji z walk bokserskich. Tym zaraziła mnie koleżanka, z którą mieszkałam w akademiku – opowiada.

Przyznaje, że choć na początku, gdy zrozumiała, że jest inna niż wszyscy, trudno było jej się pogodzić ze swoim niskim wzrostem, dziś potrafi się śmiać z samej siebie. – Często z rodzicami czy znajomymi żartujemy na ten temat. Gdy trzeba otworzyć okno, przyjaciele i najbliżsi mówią, że zrobię to ja, bo jest tak wysoko, że na pewno sięgnę. Okien nie da się wmurować niżej, ale w domu mam trochę udogodnień. Kontakty i włączniki są na takiej wysokości, żebym nie musiała za każdym razem prosić kogoś o zgaszenie światła, mam niżej zamontowaną umywalkę, meble dopasowane do mojego wzrostu i schodki do wanny. Gdy byłam młodsza, wsadzała mnie do niej mama, ale teraz, gdy jestem już dorosła, nie wyobrażam sobie, żeby nadal to robiła – mówi Wiola. I dodaje, że trochę gorzej jest z kupowaniem ubrań. – Mam bardzo kobiecą figurę, więc znalezienie czegoś, co na mnie pasuje i mi się podoba, nie jest takie proste – przyznaje. Preferuje sportowy, luźny styl. – Czasem zakładam spódnicę, ale buty na obcasie to już nie moja bajka. Jest mi w nich strasznie niewygodnie, choć wiem, że kobieta od czasu do czasu powinna pokazać się w szpilkach – mówi.

– Lubię swoje oczy, bo są takie fajne, ciemne. I lubię włosy. Myślę, że każda kobieta, niezależnie od tego, czy jest pełnosprawna, czy nie, powinna o siebie dbać, podkreślać swoją kobiecość – dodaje.

Na własny rachunek

Wiola swojego niskiego wzrostu nie traktuje jako niepełnosprawności. – Od większości ludzi dzieli mnie tylko 40 cm i nic więcej. Myślę, że takie postrzeganie siebie, to zasługa moich bardzo mądrych rodziców. Od najmłodszych lat traktowali mnie jak kogoś równego sobie, uczyli samodzielności – mówi.

Bardzo dokładnie pamięta moment, kiedy musiała na dobre zacząć radzić sobie sama. – To było wtedy, gdy poszłam do liceum i zamieszkałam w internacie. Nie chodziło tylko o stronę praktyczną. W tym czasie moja starsza siostra zginęła w wypadku samochodowym. Zrozumiałam wtedy, że nie mogę dokładać rodzicom problemów, chciałam, żeby byli ze mnie dumni. Tata zawsze powtarzał, że muszę się uczyć, zdobywać wiedzę, bo przy pracach fizycznych po prostu nie dam sobie rady. Zrozumiałam to i może dlatego moim marzeniem jest teraz doktorat – mówi.

Pierwszy niski mężczyzna

Wiola chciałaby pojechać do Belgii i zobaczyć Bliski Wschód, którym bardzo się interesuje. Chce wyjść za mąż, ale nie chce mieć dzieci. – Bałabym się, że będą musiały przejść przez to, przez co ja przechodziłam – wyznaje. Małżeństwo to dla niej na razie odległe plany. Za kilka dni wyjeżdża w góry ze swoimi przyjaciółmi i wybrankiem serca. – Mateusz to pierwszy niski mężczyzna, którego tak polubiłam, do tej pory zadawałam się z wysokimi facetami. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć fajny związek – uśmiecha się Wiola.

wywiad | do góry | porada